Wieś Nagawki w pobliżu Brzezin pod Łodzią. Tam w listopadzie i grudniu 1914 r. toczyły się krwawe walki niemiecko-rosyjskie. Opowiadam znajomej, że walczyli tu i ginęli żołnierze rosyjscy. Do rozmowy wtrąca się 20-letnia dziewczyna, która przyszła do wiejskiego sklepu. Opowiada, jak  w czasie walk jej pradziadek nosił jedzenie kozackim zwiadowcom, którzy ukryci w lesie obserwowali ruchy Niemców. Pradziadek mówił, że byli to bardzo młodzi ludzie, prawie dzieci…

Rolnik (jeśli można tak nazwać młodego farmera, właściciela ośmiu hektarów kukurydzy) Piotr Moskwa, mieszkający we wsi pod Skierniewicami, opowiada: — Dowiedzieliśmy się od staruszków w wiosce, gdzie w listopadzie 1914 r. pochowano rosyjskiego żołnierza. Umarł od ran, koledzy pochowali go na miejscu śmierci, w szczerym polu. Udało nam się ustalić, gdzie dokładnie. Poszliśmy i postawiliśmy tam prawosławny krzyż . Prościutki, brzozowy. Pomodliliśmy się. Sąsiad był zdziwiony, że na jego polu wyrósł nagle krzyż… Ale nie ruszył go. Teraz ten krzyż stoi latem w morzu żyta jak mały pomniczek. Musieliśmy to zrobić. Przecież tam zginął – człowiek…

Pamięć o żołnierzach I wojny światowej, walczących i ginących pod Łodzią w czasie „operacji łódzkiej” (200 tysięcy zabitych) jest wciąż żywa. Szczególnie na wsi. Tam, zgodnie z tradycją i niezmiennymi prawami Historii, działającymi na całym świecie, informacje, doświadczenia, ważne zdarzenia przekazywane są z pokolenia na pokolenie. Tak powstaje ludowa kronika dziejów. Oto pradziad był świadkiem czegoś ważnego – pożaru, napaści wroga, bitwy. Opowiedział o tym swojemu synowi. Ten przekazał opowieść swoim dzieciom, te zaś – swoim… Dlatego dla dziewczyny z Nagawek wspomnienia przodków są czymś żywym, jak gdyby wszystko działo się nie 96 lat temu, lecz wczoraj. Opowieści o walkach w 1914 i 1915 r. są żywe wszędzie, gdzie przechodził front. Ciekawe, że nie ma w nich elementów politycznych. W zasadzie powinny być – przecież dla Polski i Polaków żołnierze rosyjscy, carscy żołnierze  z czasów I wojny światowej powinni być wrogami, okupantami. Wiemy wszyscy: rozbiory Polski, powstania w XIX wieku, walka o niepodległość… Ale tego nie ma. We wspomnieniach żołnierze nie są wrogami. W pamięci ludowej funkcjonuje coś innego. Nie ma w niej nienawiści, wrogości, złych wspomnień. I wojna światowa była wojną imperiów, a nie ideologii. Nie istniał wróg, leczy jedynie przeciwnik, nieprzyjaciel. Polacy służyli i walczyli zarówno w rosyjskiej, jak i w niemieckiej oraz austriackiej armii. Walczyli ramię w ramię z takimi samymi prostymi ludźmi – chłopami z Syberii, robotnikami, rzemieślnikami, studentami. Wspólnym przeciwnikiem był Niemiec. Dla Polaków w armii niemieckiej przeciwnikiem był Rosjanin – choć w wielu przypadkach rodak, swój. W pułkach syberyjskich walczyli zruszczeni potomkowie zesłanych powstańców z 1831 i 1863 r.

Dla Polaków żołnierze rosyjscy pozostawali ludźmi, takimi jak oni sami. Krócej mówiąc, w żołnierzach rosyjskich widzieli – ludzi. Dlatego na poziomie ludu pamięć o żołnierzach I wojny światowej zachowała w Polsce ludzki, przyjazny wymiar. Podobnie wspominani są Rosjanie, którzy po przewrocie październikowym uciekli przed bolszewikami do Polski i zamieszkali w niej na emigracji. W samej Łodzi dużo było takich ludzi – osiedlali się w niej byli carscy urzędnicy, policjanci, prości żołnierze. Rosyjskie „białe” bataliony walczyły w polskiej armii z bolszewikami w 1920 r. Można powiedzieć tak: carska Rosja była dla Polski ciemiężcą i zaborcą, ale w porównaniu z komunistyczną „Bolszewią” szybko stała się czymś w rodzaju pożółkłej fotografii, wspomnieniem przeszłości i czasów, kiedy wszystko było zrozumiałe i znajome.

Po przewrocie 1917 r. wszystko się zmieniło. Do walki weszła ideologia. Efektem starcia się ideologii była wojna 1920 roku, narodziny faszyzmu, pakt Ribbentrop-Mołotow, 17 września 1939 roku, Katyń. Rosjanie stali się „sowietami”, „kacapami”. W 1945 r. Polacy wiedzieli – kraj wyzwala z okupacji hitlerowskiej nie Rosja, ale właśnie „Bolszewia”. Wyzwala, żeby narzucić Polsce ideologię komunistyczną. Wcześniej Polacy widzieli w żołnierzu rosyjskim – człowieka. Od 1945 r. zaczęli widzieć w człowieku rosyjskim – żołnierza.

I tym bardziej wyraźna, dokładniejsza stała się pamięć o tamtej Rosji, unicestwionej przez bolszewizm. O Rosji, w której Polacy i Rosjanie walczyli wspólnie, razem. Jak Słowianie, jak bracia – bez względu na historyczne urazy.

Pamięć nie ginie, Mówimy, że cmentarze wojenne z czasów i wojny światowej są zapomniane. Ale istnieją. Zastanówmy się: gdyby w Polsce panowała nienawiść do Rosjan, wrogość, pragnienie zemsty za rozbiory Rzeczpospolitej – czy te cmentarze zachowałyby się do dziś? Nie byłoby po nich śladu… Ale – są. Czyjeś ręce ratowały krzyże, nagrobki, nazwiska. Ktoś przychodzi, kładzie kwiaty, zapala świeczki, modli się. Oto zapomniany cmentarz w Joachimowie niedaleko Skierniewic. Krzyż w lesie, krzaki, grobów prawie nie widać, Okoliczni mieszkańcy nie mają pieniędzy, żeby odrestaurować cmentarz albo chociaż postawić ogrodzenie. Rozwieszają więc na drzewach tabliczki z napisami-prośbami: „Nie ruszaj!”, „To jest cmentarz!”, „Tu leżą polegli!”. Wrażenie jest straszne, jak gdyby ludzka pamięć i sumienie rozpaczliwie walczyły o to miejsce, o spokój poległych żołnierzy. Ludzie pamiętają, że pod Łodzią na zawsze została umarła armia z I wojny światowej. Stracone dla Rosji pokolenie, jego niespełnione marzenia, miłości, przyjaźnie, rodziny.

Odwiedźcie Bolimów, Łagiewniki lub Kurowice pod Łodzią. W murach kościołów do dziś tkwią pociski artyleryjskie – ślady walk z lat 1914-1915. Na rynku w Bolimowie wisi długi pojemnik po gazie, którego Niemcy użyli na froncie w maju 1915 r. W wielu chłopskich chatach ukrywane są „zdobycze” – oto podczas konferencji naukowej na temat i wojny światowej mieszkaniec pobliskiej wsi opowiedział, że ma w stodole… rosyjski karabin maszynowy na saniach. Pradziadek ukrył go w 1914 roku – „a nuż się przyda…”.  Hitlerowcy i komuniści do stodoły nie zaglądali, zdobycz” doczekała XXI wieku. We wsi Gałków każde dziecko wie, że w istniejącej do dziś piwnicy 23 listopada 1914 r. ukrywały się przed ogniem artyleryjskim dwie rodziny i krowa, zaś niemiecki generał Litzmann dowodził dywizjami, siedząc w kurniku. Najmłodsze pokolenie opowiada te historie z takimi szczegółami, jak gdyby bitwa toczyła się wczoraj, a nie przed 96 laty.

Możemy być spokojni: pamięć żyje…

Michał Jagiełło, tłumacz, dziennikarz, Łódź

Prelekcja na II Ogólnopolskiej Konferencji „Rosjanie w Polsce”